Piosenka najlepiej opisująca wczorajszy wieczór...
Zazwyczaj piszę na jakiś temat z kilku godzinnym opóźnieniem. Tym razem 24-godzinnym.
Były wczoraj w mojej wsi dożynki - i po tym zdaniu pewnie już wiecie wszystko na temat tego postu. Przyszłam o 16, planowałam o 17 (w końcu Virtusi wczoraj grali... no niestety, tym razem nie pykło), na miejsce dotarliśmy koło 16:30. Poszwendaliśmy się chwilę po całym terenie, stwierdziliśmy, że wiocha jakiej dawno nie było...
Zabawa zaczęła się, kiedy przyszła reszta ekipy. Oczywiście dalej nie oglądaliśmy szalonych występów koła regionalnego (ten tłusty bit </3) tylko krążyliśmy po boisku (bo tam się to odbywało). Chłopcy kupili piwo - obiecałam sobie, że nie będę piła dużo, bo po co się narąbać w miejscu, gdzie wszyscy cię znają... jeszcze odwalisz coś głupiego i będzie słabo.
( + czekam na hejty, że mam tylko 16 lat. Wiem o tym i wiem, że pewnie będę później żałować wszystkiego co teraz robię, ale póki co nie żałuję :> Poza tym wcale nie piję/palę dużo).
Pobiegałam z przyjacielem bez koszulki (wyjątkowo miałam stanik, więc czemu nie?), koło 23 większość osób już była najebana w cztery dupy. Ledwo się ciemno zrobiło, a już kogoś musieli prowadzić pod rękę :P
Ale nie my! My młodzi schlaliśmy się dopiero koło 12! Znaczy kto pił, ten pił. Trochę mną kołysało, ale to raczej przez nie skoordynowane ruchy, a nie procenty.
Potańczyłam z osobą, z którą tańca kompletnie sobie nie wyobrażałam xD To było zabawne, bo chyba nigdy nikt mnie aż tak nie podeptał podczas dance'ów. Trójka znajomych poza piciem i paleniem, bawiła się też w tabakę. Koło 23:30 ten najbardziej trzeźwy z nich, podszedł do mnie i stwierdził "Nie jest dobrze. Naprawdę nie jest dobrze". Przynajmniej się przyznał, że wypił te 9 piw. Bo przy pozostałej dwójce, kiedy spytałam ile wypili odpowiadali coś w stylu "Po 4 mnie już tak zagięło, o japierdole!" lub "Ta ziemia to moja ziemia, do leżenia"...
Z tym drugim stwierdziłam, że lepiej mieć go na oku, więc poszłam z nim tańczyć. Zły pomysł! Naprawdę zły xD Bo on się uparł żebyśmy tańczyli na scenie. No i w ten sposób, omal nie wylądował na orkiestrze. Oczywiście, kiedy mu powiedziałam, że jest mocno najebany, przeprosił i poszliśmy na bok.
Natomiast ten od "4" piw, zaczął się drzeć, żeby mu więcej tabaki dać... No japierdole, jak z kimś takim gdzieś wyjść?! xd
Ahh no i zapomniałam wspomnieć, że "zespół", który nam grał, był składaniną osób, od czasu do czasu pykających na różnych instrumentach, z kilku najbliższych wsi. Największym hitem było więc "Jesteś szalona" lub "Raj, którego nocą pragniesz tak (jakkolwiek się to nazywa)"...
Tylo na dziś :v Dołek wraca, wraz z "O Children"... Nienawidzę tej piosenki, ale jest taka piękna ;3;
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
sobota, 22 sierpnia 2015
[2] "...słowa mogą wywrócić czyjeś życie do góry nogami."
Jak to się kurwa stało przyjacielu?
Teraz każdy hajsownik i każda osoba oglądająca tego pana, z pewnością zastanawia się... Okłamywał nas od początku czy "fanki" w końcu przekonały go do zostania hetero...
Szczerze? Nie wiem co o tym myślę... Dla mnie on zawsze będzie gejem xd Dla mnie dalej będzie pasował tylko do chłopców... Choć wiem, że tak nie jest (być może nie było).
Ostatnie podziękowania do Tomasza Gimpera Działowego - dzięki tobie zagłębiłam się w temat homo i dzięki tobie tak bardzo polubiłam homoseksualistów :) Osobiście poznałam ze dwie takie osoby (mieszkanie na wsi naprawdę nie pomaga jeśli o takie sprawy chodzi) i stwierdzam, że rozmowa z tymi osobnikami była bardziej na poziome niż z większością tych "normalnych".
Przekonałam się do czytania ff-ów o tej tematyce i jak się okazało, te gejowskie pary shippuję bardziej od tych hetero :')
Sterek i Tasiek foreva <3
Ba! Sama zaczęłam pisać opowiadania o tej tematyce. Wreszcie się przekonałam, że to nie jest temat tabu, poruszany tylko przez osoby próbujące wywołać zamieszanie - bo tak właśnie do pewnego czasu myślałam.
Cóż... Mogę ci życzyć tylko świetnego związku i samych pozytywów z nim związanych (informacje o Martynie bardzo szybko się rozeszły ^^") :) Jedyne co to będzie mi brakowało tych homo-żartów, którymi rzucałeś podczas odcinków :> Ale cieszę się, że się przyznałeś :)
Pozdrawiam wszystkich hajsowników, którzy (bo nie wierzę żeby tacy się nie znaleźli) stwierdzą, że to co napisałam jest złe/żałosne/głupie/gówno :)
piątek, 21 sierpnia 2015
[1] Może wy nie lubicie, ale ja tak
Bez głupich i zbędnych wstępów.
Jestem Sara, podpisuję się Szara bo tak na mnie wołają (wołali w gimnazjum). Od kwietnia hot 16, teraz tylko dwa lata i "życie bez ograniczeń"! Yay...
Skąd pomysł na bloga?
Mam bardzo nietypowe gusta, popadam ze skrajności w skrajność... Jeśli chodzi o wszystko, naprawdę wszystko.
Skąd tytuł posta?
No musiał być jakiś wstęp, więc jest. Ten blog będzie dosłownie moim pamiętnikiem, dlatego szczegółów na temat mnie raczej nie będę podawać (pewnie i tak podam, ale to po jakimś czasie...). Może wy nie lubicie czytać o nudnym i SZARYM (heheszki taki żarcik sytuacyjny) życiu, ale ja lubię. I wierzę, że w naszym jakże wspaniałym społeczeństwie, znajdzie się jeszcze kilka SZARYCH (weź przestań, bo pękam ze śmiechu tak bardzo soł macz... ehhh...) myszek, które się ze mną utożsamiają.
Co u mnie słychać?
Jest 2 w nocy, a ja nie śpię więcej niż 4 godziny, w ciągu ostatnich kilku dni. Plusy zostawania samemu w domu przez noc.
Ogólnie mam dołek i to właśnie ten dołek mnie skłonił do otworzenia tego bloga. Czasem mam silną potrzebę przelania swoich smutów i myśli na papier (powoli brakuje mi już zeszytów). To też robię, ale żeby przypadkowy czytelnik nie ogarnął jak źle się z czymś czuję, piszę opowiadania, które mają tak głęboki sens, że tylko ja je ogarniam. Skąd u 16-latki tak chamski dołek? Przecież nie znam jeszcze życia, żeby się nad nim załamywać.
Tak jak mówiłam wyżej, jestem specyficzną personą. Bardzo szybko się zakochuję, o zauroczeniach nie wspominając. Właściwie to dopóki nie pojechałam na MeetYT (imprezę o tematyce youtuba w Krakowie), kiedy tylko jakiś chłopak się do mnie uśmiechnął, byłam gotowa zaryzykować, że mnie zgwałci/zamorduje, żeby tylko ktoś się mną interesował. Jednak 8 sierpnia spotkałam się ze starym znajomym z internetu. Widzieliśmy się pierwszy raz na oczy i tak się złożyło, że akurat rozstał się ze swoją dziewczyną. No i nie powiem, niektórymi tekstami aż mnie zawstydzał. I te ciągłe prośby o przytulenie albo o buziaka... Właśnie takiego kopa potrzebowałam. Poczułam się nieco silniejsza, zwłaszcza, że potem jego znajomy też zaczął mnie komplementować i mówić w moim kierunku jakieś zabawne teksty, w których od razu dało znaleźć się podtekst.
W kolejce do Gimpera (którego wielbię i ubóstwiam) poznałam kolejnych kilka chłopaków, którzy też zaczęli coś do mnie startować. No i to, że sam Tomek (ponoć gej) bez mojej prośby mnie przytulił... Poczułam się śmielej.
Wróciłam do domu i wylała się na mnie fala facetów... Z trzema byłam umówiona na spotkanie...
I tutaj zaczął się dołek.
Zacznijmy od tej cholernej piosenki, która wprawiła mnie w rozmyślania nad tym jak to beznadziejnie jest być singlem... Żebym słyszała ją nawet w kiblu, pierwszy raz od... 4-5 lat odłożyłam słuchawki na bok i słucham na głośnikach...
Będę ich nazywać po imieniu, bo czemu nie?
Najpierw Patryk - to on był znajomym, mojego znajomego z internetu (co?). Planowałam wybrać się do końca wakacji do Krakowa, ale nie wypaliło... co za tym idzie, spotkanie też nie...
Pojawił się Mateusz - grałam z nim kiedyś w lola. Znajomy, chłopaka mojej przyjaciółki (x2 co?). Też miałam się z nim spotkać w Krakowie, ale znajomość z nim wydawała mi się bardziej prawdopodobna niż z Patrykiem. Jak z nieba zeszła moja instruktorka od jazdy konnej, która uświadomiła mnie (zna tego chłopaka) jaki jest z niego tak naprawdę burak, jeśli o dziewczyny chodzi... Nie pisałam nic do niego w tej sprawie żeby go nie urazić, ale oficjalnie jest skreślony z listy...
I mój anioł... Ideał z wyglądu, zainteresowań i charakteru - Marek. Mieliśmy jechać razem na zawody skokowe, w których startował (zresztą zajął drugie miejsce!) i postawionym przez niego warunkiem było, że mam się z nim umówić do miasta na następny dzień. Zgodziłam się i... skakałam ze szczęścia, kiedy zdałam sobie sprawę, z kim o tym pisałam. Kiedy się poznaliśmy jakiś czas temu, był mega uroczy i przede wszystkim przystojny... Czar prysł, kiedy tata nie pozwolił mi jechać na te zawody... Ehhh... Jeśli nie znajdę sobie nikogo przez najbliższy rok, to ojcze chyba się przez ciebie wyprowadzę! Ale mieliśmy się jeszcze spotkać następnego dnia - nie wypaliło. Był w mojej okolicy na wakacje i z samego rana musiał wyjechać do Wrocławia... Ale spokojnie, spotkamy się za rok... Taa... gówno! Okazało się, że miał małe problemy z policją i rodzice chcą go wysłać do wojska... Ehhhh... Jeśli pójdzie do tego wojska, to tyle dobrze, że do Krakowa :) Będziemy mogli się raz w miesiącu spotykać (Kraków bliżej niż Wrocek)...
Ale to nie koniec moich smutów :) Ze znajomą piszemy na pewnym forum wspólne opowiadanie (ja kilka zdań, ona kilka zdań) i zupełnie losowo, wybrałam sobie, że moim bohaterem (postać, którą ja "steruję") będzie Naruciakiem... Wykreowałam go na mężczyznę idealnego! I chociaż wiem, że to moja wyobraźnia, to zaczęłam wzdychać do filmików i zdjęć owego youtubera... Wgłębiłam się w temat i co? I ma dziewczynę :) Bo czemu nie? Przecież jest przystojny, jest zabawny... Każda by takiego chciała...
Japierdole to wszystko przez tą piosenkę z Harry'ego Pottera... W filmie wydawała się taka pozytywna! Włączam pierwszy raz i od razu załamka...
Dobra dość tych wypocin... Jeśli ktokolwiek przeczytał - szacunek ludzi ulicy dla was, moi drodzy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


