piątek, 21 sierpnia 2015

[1] Może wy nie lubicie, ale ja tak



Bez głupich i zbędnych wstępów. 
Jestem Sara, podpisuję się Szara bo tak na mnie wołają (wołali w gimnazjum). Od kwietnia hot 16, teraz tylko dwa lata i "życie bez ograniczeń"! Yay... 

Skąd pomysł na bloga? 
Mam bardzo nietypowe gusta, popadam ze skrajności w skrajność... Jeśli chodzi o wszystko, naprawdę wszystko. 

Skąd tytuł posta?
No musiał być jakiś wstęp, więc jest. Ten blog będzie dosłownie moim pamiętnikiem, dlatego szczegółów na temat mnie raczej nie będę podawać (pewnie i tak podam, ale to po jakimś czasie...). Może wy nie lubicie czytać o nudnym i SZARYM (heheszki taki żarcik sytuacyjny) życiu, ale ja lubię. I wierzę, że w naszym jakże wspaniałym społeczeństwie, znajdzie się jeszcze kilka SZARYCH (weź przestań, bo pękam ze śmiechu tak bardzo soł macz... ehhh...) myszek, które się ze mną utożsamiają. 
Co u mnie słychać?
Jest 2 w nocy, a ja nie śpię więcej niż 4 godziny, w ciągu ostatnich kilku dni. Plusy zostawania samemu w domu przez noc. 
Ogólnie mam dołek i to właśnie ten dołek mnie skłonił do otworzenia tego bloga. Czasem mam silną potrzebę przelania swoich smutów i myśli na papier (powoli brakuje mi już zeszytów). To też robię, ale żeby przypadkowy czytelnik nie ogarnął jak źle się z czymś czuję, piszę opowiadania, które mają tak głęboki sens, że tylko ja je ogarniam. Skąd u 16-latki tak chamski dołek? Przecież nie znam jeszcze życia, żeby się nad nim załamywać. 
Tak jak mówiłam wyżej, jestem specyficzną personą. Bardzo szybko się zakochuję, o zauroczeniach nie wspominając. Właściwie to dopóki nie pojechałam na MeetYT (imprezę o tematyce youtuba w Krakowie), kiedy tylko jakiś chłopak się do mnie uśmiechnął, byłam gotowa zaryzykować, że mnie zgwałci/zamorduje, żeby tylko ktoś się mną interesował. Jednak 8 sierpnia spotkałam się ze starym znajomym z internetu. Widzieliśmy się pierwszy raz na oczy i tak się złożyło, że akurat rozstał się ze swoją dziewczyną. No i nie powiem, niektórymi tekstami aż mnie zawstydzał. I te ciągłe prośby o przytulenie albo o buziaka... Właśnie takiego kopa potrzebowałam. Poczułam się nieco silniejsza, zwłaszcza, że potem jego znajomy też zaczął mnie komplementować i mówić w moim kierunku jakieś zabawne teksty, w których od razu dało znaleźć się podtekst. 
W kolejce do Gimpera (którego wielbię i ubóstwiam) poznałam kolejnych kilka chłopaków, którzy też zaczęli coś do mnie startować. No i to, że sam Tomek (ponoć gej) bez mojej prośby mnie przytulił... Poczułam się śmielej. 
Wróciłam do domu i wylała się na mnie fala facetów... Z trzema byłam umówiona na spotkanie... 
I tutaj zaczął się dołek.

Zacznijmy od tej cholernej piosenki, która wprawiła mnie w rozmyślania nad tym jak to beznadziejnie jest być singlem... Żebym słyszała ją nawet w kiblu, pierwszy raz od... 4-5 lat odłożyłam słuchawki na bok i słucham na głośnikach...
Będę ich nazywać po imieniu, bo czemu nie?
Najpierw Patryk - to on był znajomym, mojego znajomego z internetu (co?). Planowałam wybrać się do końca wakacji do Krakowa, ale nie wypaliło... co za tym idzie, spotkanie też nie...
Pojawił się Mateusz - grałam z nim kiedyś w lola. Znajomy, chłopaka mojej przyjaciółki (x2 co?). Też miałam się z nim spotkać w Krakowie, ale znajomość z nim wydawała mi się bardziej prawdopodobna niż z Patrykiem. Jak z nieba zeszła moja instruktorka od jazdy konnej, która uświadomiła mnie (zna tego chłopaka) jaki jest z niego tak naprawdę burak, jeśli o dziewczyny chodzi... Nie pisałam nic do niego w tej sprawie żeby go nie urazić, ale oficjalnie jest skreślony z listy...
I mój anioł... Ideał z wyglądu, zainteresowań i charakteru - Marek. Mieliśmy jechać razem na zawody skokowe, w których startował (zresztą zajął drugie miejsce!) i postawionym przez niego warunkiem było, że mam się z nim umówić do miasta na następny dzień. Zgodziłam się i... skakałam ze szczęścia, kiedy zdałam sobie sprawę, z kim o tym pisałam. Kiedy się poznaliśmy jakiś czas temu, był mega uroczy i przede wszystkim przystojny... Czar prysł, kiedy tata nie pozwolił mi jechać na te zawody... Ehhh... Jeśli nie znajdę sobie nikogo przez najbliższy rok, to ojcze chyba się przez ciebie wyprowadzę! Ale mieliśmy się jeszcze spotkać następnego dnia - nie wypaliło. Był w mojej okolicy na wakacje i z samego rana musiał wyjechać do Wrocławia... Ale spokojnie, spotkamy się za rok... Taa... gówno! Okazało się, że miał małe problemy z policją i rodzice chcą go wysłać do wojska... Ehhhh... Jeśli pójdzie do tego wojska, to tyle dobrze, że do Krakowa :) Będziemy mogli się raz w miesiącu spotykać (Kraków bliżej niż Wrocek)...

Ale to nie koniec moich smutów :) Ze znajomą piszemy na pewnym forum wspólne opowiadanie (ja kilka zdań, ona kilka zdań) i zupełnie losowo, wybrałam sobie, że moim bohaterem (postać, którą ja "steruję") będzie Naruciakiem... Wykreowałam go na mężczyznę idealnego! I chociaż wiem, że to moja wyobraźnia, to zaczęłam wzdychać do filmików i zdjęć owego youtubera... Wgłębiłam się w temat i co? I ma dziewczynę :) Bo czemu nie? Przecież jest przystojny, jest zabawny... Każda by takiego chciała... 
Japierdole to wszystko przez tą piosenkę z Harry'ego Pottera... W filmie wydawała się taka pozytywna! Włączam pierwszy raz i od razu załamka... 

Dobra dość tych wypocin... Jeśli ktokolwiek przeczytał - szacunek ludzi ulicy dla was, moi drodzy! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz